księga gości


2009
czerwiec
2008
maj
marzec
styczeń
2007
sierpień
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2006
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec
luty
styczeń
2005
grudzień
listopad
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
styczeń
2004
grudzień
listopad
październik
wrzesień
sierpień
lipiec
czerwiec
maj
kwiecień
marzec





zboczenia małe i duże
fastnerandlarson
calvato
paulin
dla tych w podróży
markus richter
erożona
kobita co umi
u la la
hussys
steve diet
lithium picnic

drugie śniadanie
spring nie wiem kto to
mojo księżna pani
reev łowca lemurów
kotoju efa raz!
czarymary krajanka
malena leciała na mnie... kiedyś





BLOG



















agentorange



no więc dobrze...
powiem wam w tajemnicy, ze kupiłem sobie piłę łańcuchową. I sobie piłuję.
O moich przygodach z piłom... pewnie nie będzie w kolejnych odcinkach.
Żałujta (jesli jest tu ktoś godny pożałowania)

2009-06-23 15:19:53 skomentuj (4)

zew krwi...

Prawo jazdy mam 10 lat. Jeżdżę 10 lat. W sumie, jak na takiego starego dziada – to krótko. Koledzy robili prawka już w technikum. Właściwie nie miałem wypadku… otktos mi wjechał w dupę, ot ktoś mnie otarł pod marketem.. takie tam duperele. Nie przejechałem także, żadnego zwierząta… ani myszki, ani jeżyka małego, ptaszka (byłem blisko, zwiał pod podwozie). Nie rozjechałem, także kota, ani psa… no że kota nie -  to się nawet cieszę, bo koty są fajne sierściuchy. Ale psa?… psa też nie przejechałem jeszcze nigdy.

Może powinienem???



2008-05-27 10:48:28 skomentuj (9)

O opierdalaniu...pogadałem (part łan for e speszely malena wnimanie)

W maju, w końcu maja, nad morzem spędzają czas głównie emeryci i renciści, No bo tanio jest, sanatoria działają… a kogo obchodzi pogoda???

Czasem babcia z dziadkiem zabiorą wnuczkę lub wnuczka w maju nad morze, żeby pooddychał jodem…Sponsorują rodzice bachora – dwa tygodnie świętego spokoju bez bachora– bezcenne.

Był koniec maja, w sumie ciepło było, nawet nie wiało, zapowiadał się miły dzień dlatego pierwsi majowi plażowicze pojawili się na plaży zaraz po śniadaniu…

Śmierć nie jadał śniadań. Śmierć w ogóle się nie odżywiał… tzn znaczy jadł i pił, ale nie musiał tego robić, ale robił to … czasami…ale nigdy na śniadanie. Gość miał zasady. Owszem kawa… owszem papieros… ale nic ponadto.

W tej chwili Śmierć klęczał nad kupą piachu, mokrego żółtego, morskiego,plażowego piachu i wykonywał z niego zamek, Przesypywał piach łopatką i wiaderkiem, czasem szedł z wiaderkiem po wodę, którą wlewał w powstającą właśnie fosę wokół zamku… woda szybko wsiąkała w piach, więc szedł znów nad brzeg morza z wiaderkiem, nabierał wodę, wracał, wlewał wodę do fosy…. w końcu się wkurwił i przestał to robić. Zamek zapowiadał się okazale, choć z powodu wsiąkającej wody Śmierć zarzucił pierwotny pomysł budowy zamku wodnego w skali 1:500.

Szybkie ruchy grabek i łopatki szybko tworzyły barbakany, bramę wejściową i wieżę nad nią …

- tak zwany bercfrit – powiedział Śmierć pod nosem… - bercfrit.

Mewy darły dzioby, morze szumiało, wiatr pomykał znad morza w stronę wydm…żaden inny dźwięk nie uczestniczył w tej scenie… żaden??? No może jeden… płacz dziecka. Mało powiedziane… jakiś bachor darł mordę w niebogłosy, rzewnie zawodził, wył, spazmował… tak potrafią tylko bachory – nikt inny.

Bachor siedział dupą w na piasku, nad nim pochylali się babcia z dziadkiem, próbując uciszyć dzieciaka…

-teee paaaa mi ziablał wiadelo i łopateeeeeeeee łeeeeeeeeeeee…łeeeeeeeeee… teeee paaaaaaa….. ziablałłłłłłłłłłłłłłłł…łeeeeeeeeeeeeee

-który pan??? – dopytywała babcia

-który pan??? – dopytywał dziadek

-który pan??? – dopytywali współwczasowicze babci i dziadka z ośrodka wczasowego „Neptun” – dziadkowie i babcie wnukom – ale innym

-teeeeeeee……paaaaaaaaaa … – rzeczowo wył dzieciak – pokazując upiaszczoną rączką w dal.

A w dali Śmierć budował zamek



2008-05-19 16:25:01 skomentuj (7)

specyfika urzędnika
Składałem dziś w pewnym powiacie pewne dokumenty. Dokumentów było sporo, więc były w kolorowej teczce, zapinanej na dwa...eeee zapięcia. teczka miała u góry rączkę z plastiku, coby było ja za co zapłac.
Dokumenty składałem w sekretariacie urzędu na ręce zezowatej urzędniczki młodej wiekiem.
W celu złożenia dokumentów wyjmnąłem je z teczki, pani zaczęła je przeglądac przybijac stempelki...
chcąc ułatwic sprawę i coby zmniejszyc szansę zagnięcia i popierdolenia sie moich dokumentów z innymi dokumentami, zaproponowałem, że zostawię je w tej teczce, w której je przyniesłem.
(uwaga zaczyna sie akcja właściwa)

Pani urzędniczka z zezem - w tej teczce????
Ja - tak w tej
PUZZ: - w takiej ładnej teczce - w tonie dało się wuczuc niedowierzanie w to iż mogę się pozbyc kawałk tektury z plastikowym chwytadłem
J: no tak
PUZZ: nie szkoda panu takiej teczki
J: no dobra to teczkę zabiorę - no szkoda mi było takiej pięknej teczki - przemyślałem sprawę na chłodno
PUZZ: wie pan gdyby pan zostawił te dokumenty w tej teczce to ja bym sobie tą teczke wzięła (sic!)

No proszę, jaka szczera dziołcha!!!!

Skończyło się na tym, że dokumenty złożyłem, teczkę podarowałem PUZZ (po chuj ma kraśc - żal mi się zrobiło bliźniego). W zamian dostałem mapę powiatu (tylko mam nikomu nie mówic że ja dostałem) oraz teczkę na sznurowadło wiązaną.

Fajnie prawda???


2008-05-09 16:10:12 skomentuj (16)

stroszek
W trójce dzień z Joy Division.
Nasłuchałem sie kiedyś. Oj bardzo. Byłem kiedyś takie małe emo... hłe, hłe. O jak ten świat do dupy, wszyscy sa pojebani, zaraz sie pochlastam... i kuczaki, albo joy divsion na odsłuchu. Jak dół to głeboki... trza cierpiec.
To były dobre czasy jednak, bardzo twórcze... i było w tym wszystkim dużo emocji, a z emocji wiadomo, może się cos ciekawego narodzic.

Atmospere

2008-03-06 09:21:15 skomentuj (3)